Old'Bojanowo - Osieczna,
czyli szukanie wiatru w polu.


Wędrówkę dedykujemy bliźniakom "syjamskim".

Nasze Piesze wędrówki charakteryzuje to, że w ich trakcie zwykle dzieje się coś, co całkowicie zaskakuje wszystkich. W piątek (02.01.09) nie było inaczej - w planach na trasę z Bojanowa Starego do Osiecznej miało wyjść 16 osób. Jednak plany mają to do siebie, że czasami okazują się dalekie od rzeczywistości. Takim oto sposobem do Leszna pojechały 3 osoby: Dzidzia, Kingpin i Pinokio, by na dworcu kolejowym spotkać się z kolejnymi trzema: Damianem, Krzychem i Piotrkiem. Jeszcze tylko chwilka jazdy pociągiem (który jak przystało na PKP punktualnie... się spóźnił?) i mogliśmy rozpocząć naszą wędrówkę.

Po dostaniu się do Old'Bojanowa zahaczyliśmy o miejscową pocztę w celu zdobycia pieczątki na mapie. Rzecz jasna poszło nie do końca gładko (ot, dzisiaj nie mogą), ale z budynku wyszliśmy "z tarczą".

Naszym pierwszym celem podróży stało się Olszewo, które po prostu poraziło nas bardzo długą (prawie kilometr!) prostą ulicą o nazwie "Krzywa". Doskonałym towarzyszem naszej włóczęgi okazała się pogoda - trochę śniegu pod butami i zimnego powietrza wciąganego do płuc sprawiało, że marsz był niewiarygodnie przyjemny. W pobliskim sklepie postanowiliśmy zdobyć stempelek nr 2. Tym razem również nie obyło się bez problemów. Po przeprowadzeniu przez panią ekspedientkę dogłębnego wywiadu, posłuszeństwa odmówiła pieczątka - nie chciała się otworzyć! Jednak na szczęście był z nami Marcin - ruszył na pomoc kobiecie w potrzebie, w wyniku czego kolejna porcja tuszu trafiła na naszą mapkę.

Na leśną drogę mieliśmy skręcić w Sulejewie (po naszemu Sarajewo), więc ruszyliśmy przed siebie. Trochę problemów sprawiło nam odnalezienie rzeczonej drogi, ale jak zwykle "Siódma" dała sobie radę (a winę za to ponosi niedokładna mapa). Jak wiadomo, leśne dukty są wspaniałym źródłem różnorakich tropów. Nam udało się zidentyfikować psa, kota, sarnę i rowerzystę. Kilkaset metrów dalej postanowiliśmy rozpalić ognicho i szamać nasze jedzonko (kiełbacha rządzi niepodzielnie!).

Kiedy już wszystko zjedliśmy, ugasiliśmy i takie tam, ruszyliśmy do Drzeczkowa. Tym razem odcinek do pokonania był znacznie krótszy, ale w samym Drzeczkowie znów musieliśmy trakty leśne na rzecz asfaltowych. Wstyd jednak chodzić asfaltem! Prawdziwi faceci (o tak!) łażą tylko i wyłącznie po piachu, toteż i my szybko zboczyliśmy z kursu i do Osiecznej dotarliśmy elegancką polną drogą.

Cała trasa liczyła około 14 kilometrów, zaś my pokonaliśmy ją w niecałe 5 godzin (z przerwami oczywiście). Do tempa Korzeniowskiego może sporo nam brakuje, ale jak na pierwsze kilometry "Siódmej" w 2009 roku było i tak bardzo, bardzo nieźle.


Relację skrobnął Pinokio a nieudolną próbę wymyślenia oryginalnego tytułu popełnił Dzidzia
P.S. Next mission - 24.01.09 - Starkowo / Górsko / Dominice / Boszkowo / Starkowo.