B.I.B.A. Gothica w Toruniu



I ja tam byłem, miód i mleko piłem!

Roku pańskiego 2008-ego w dniach listopada ostatnich, to jest od dwudziestego ósmego po trzydziesty znamienita kompania Harcerskiego Kręgu PWSZ pod światłym panowaniem zwierzchniczki Anny wyruszyła do Torunia bawić się i rywalizować z ferajnami przybyłymi z rozmaitych zakątków ojczyzny naszej na B.I.B.A. Gothica (Biwak Integracyjny Bardzo Atrakcyjny fabularyzowany gotycko). Doskonała była iście to okazja do zapoznania zjawiskowych dam i łebskich jegomości z grodów takich jak Gdańsk, Kalisz, Łódź, Szczecin i oczywiście Toruń, a także uczt, potańcówek i radości wszelakiej. Jednakże do rzeczy, od początku a było to tak!

Podejmujący nas w gościnę czem prędzej po przywitaniu licznej braci leszczyńskiej, bo aż bagatela szesnaścioro nas było, zaprowadzili nas ku komnatom gościnnym gdzie po podróży spocząć mogliśmy snadnie. Niewiasty oddały się przygotowaniom do wieczornej uczty malując swe lica, wdziewając suknie tudzież wiążąc żmudnie gorsety. Przystojniacy piękni z natury z przygotowaniami uwinęli się chyżo, służyli zatem później damom pomocą, takoż komplementem. Aż nadszedł wyczekiwany czas uczty! Stoły w sali balowej zastawiono rarytasami, goście ofiarowali na ręce gospodarzy swoje specjały i wypieki. Wcale nie mały głód stał się pierwszą ofiarą dzielnych rycerzy.

Bankiet tradycyjnie bez krzeseł stał się doskonałą okazją do wymiany plotek, szczególną sławą cieszyły się pogłoski na temat białej damy rzekomo lubującej się w tablicach ulicznych z numerem cztery. Rozważaniom nad fantazmatami kres położyła sytość i kolejne atrakcje. Rozwiązano zagadkę tajemniczych barw i symboli rodowych jakie każdy uczestnik uczty nosił przy sobie. Od tego momentu współpraca osiągnęła nowy wymiar, zostaliśmy bowiem przemieszani w nowe zespoły, dążące do zwycięstwa! Najedzeni i z nowymi kompanami z którymi niejednemu wyzwaniu czoło stawić będzie jeszcze trzeba zasiedliśmy w krąg sali by obejrzeć tańce nie byle jakie. A gdy żołądki do pełności się przyzwyczaiły czas na hulanie wspólne nadszedł. Gwarnie i wesoło było!

Aż nagle wybiła ta godzina, wydarzenia przyśpieszyły, ktoś krzyknął że widziano białą damę. Osiem rodów toruńskich z przypisanymi barwami rzuciło się w wir starego miasta w poszukiwaniu białych dam. Toruń okazał się miastem legend, każda kończyła się tragicznie dla jakiejś panny, choć turystyka zapewne kwitła dzięki nagromadzeniu duchów. Istotnie jak na uczcie zasłyszeć można było, mary upodobały sobie czwarte kamienice na każdej z ulic. Aż gdy czas widziadeł minął zespoły powróciły do miejsca zakwaterowania, bogatsze o zasłyszane beżpośrednio od białych dam wskazówki. Jedni zmęczeni uganianiem się za upiorami zasnęli jak kamienie, inni spać nie mogli całą noc prawie, śpiewali zatem i bawili się wspólnie z innymi bezsennymi jak to bywa po ucztach.

Ranek objawił nam toruńską starówkę już jako dzielnicę spokojniejszą. Krążyliśmy teraz po niej z mapami poszukując więcej informacji o miejscowych legendach i wykonując zadania. Mało kto potrafił ustać pod krzywą wieżą z trzewikami tuż murze, plecami przyklejony do pochyłych cegieł, więc legendarną kwestię wierności tychże w kronice przemilczmy. O wiele łatwiej za to było namówić przechodniów do wskoczenia na posąg osła. Ponadto wykazać musieliśmy się takoż zdolnościami artystycznymi czy detektywistycznymi szukając w ratuszu trzysta sześćdziesiątego szóstego okna wstawianego co cztery lata w roku przestępnym. Nawet największe ciamajdy kulinarne miały okazję przygotować własne pierniki pędzlując olejem formy i czyniąc co trzeba z ciastem. Żadne smaczne wypieki z pełną gamą przypraw korzennych w nich jednakże nie przetrwały do dnia dzisiejszego z właśnie tych przyczyn które masz na myśli.

W każdym z przyjezdnych drzemała i żyłka kupiecka, każdy przywiózł coś czym chciałby zawojować rynek toruński, jarmark więc urządzono, a na nim! Czegóż to na nim nie było! Buzdygany, młoty i topory, mnisi zbierający na klasztorów budowy, figurki i rękodzieła, bartnicy z miodem pierwszorzędnym a obok inne specjały przez ogórków po słodycze, i stoiska hazardzistów. Majątki przepłynęły tam z rąk do rąk tworząc nowe elity finansjery, lub rujnując beztalentnych handlarzy. Dla jednych i drugich przewidziano coś dla ukojenia, zwiedzanie ruin zamku krzyżackiego. Wybito tam też i rozdano monety dzięki którym zubożali hazardziści odzyskali błysk w oczach.

Nieuchronnie zbliżał się też czas rozstrzygnięcia rywalizacji i sprawdzenia jak kompanie poradziły sobie z natłokiem informacji o wielu nieszczęśliwych pannach z Torunia które kończyły zazwyczaj marnie w Wiśle. Turniej rycerski rozstrzygnął i wyłonił najsprawniejszą spośród ośmiu grup, a trzy pytania do jednej z białych dam pozwoliło niektórym patrolom ustalić imię białej damy stanowiącej rozwiązanie zagadki. Najlepszych sowicie wynagrodzono. Ostatnie noce wspólnych pobytów takich jak ten nie byłyby ostatnimi gdyby nie były do rana usiane wspólnymi śpiewami. A rano już przyszło nam żegnać się z grodem Kopernika, ostatni raz przejść się po starówce, zdobyć za opłatą drobną prawdziwych pierników.


Wojciech 'Taiffun' Chrzan